„Dorośli lubią cyfry”, mówił Mały Książę. Coś w tym jest. Definiujemy się przez cyfry. Wiek, waga, zawartość cukru w cukrze. Nie ma w naszym życiu aspektu, którego nie dałoby się opisać cyframi. To samo dotyczy biznesu. Na stronach sprzedażowych znajdziesz wręcz hot-liczniki. 25 lat doświadczenia. 100 tysięcy zadowolonych klientów. Półtora miliona przepracowanych godzin. O czym to świadczy? Porozmawiajmy zatem o cyfrach. Ile czasu trzeba poświęcić, by odnieść sukces, kiedy budujesz firmę usługową online. Ile godzin dziennie powinnaś pracować? Ilu mieć klientów? I czy cyfry naprawdę mają znaczenie. A może da się inaczej? Sprawdźmy!. Dlaczego tak trudno jest nam zmienić zdanie? Dlaczego rezygnację traktujemy jak porażkę? Jak nauczyć się mówić „dość” i iść dalej? O tym opowiem Ci w dzisiejszym podcaście.

Jeśli wolisz słuchać niż czytać:

„Dorośli są zakochani w cyfrach. Jeżeli opowiadacie im o nowym przyjacielu, nigdy nie spytają o rzeczy najważniejsze. Nigdy nie usłyszycie: „Jaki jest dźwięk jego głosu? W co lubi się bawić? Czy zbiera motyle?” Oni spytają was: „Ile ma lat? Ilu ma braci? Ile waży? Ile zarabia jego ojciec? Wówczas dopiero sądzą, że coś wiedzą o waszym przyjacielu. Jeżeli mówicie dorosłym: „Widziałem piękny dom z czerwonej cegły, z pelargoniami w oknach i gołębiami na dachu” – nie potrafią sobie wyobrazić tego domu. Trzeba im powiedzieć: „Widziałem dom za sto tysięcy franków.” Wtedy krzykną: „Jaki to piękny dom!”

Po raz pierwszy przeczytałam „Małego Księcia” w piątej klasie podstawówki. Pamiętam, że pomyślałam wtedy: „Jakie smutne życie muszą mieć dorośli. Ciągle tylko o cyfrach (w domyśle: o pieniądzach). Ja nigdy taka nie będę”.

DLACZEGO CYFRY SĄ PRZYDATNE W ŻYCIU ZAWODOWYM

Ale że życie jest przewrotne i z czasem zaczynamy powielać schematy, jak większość dorosłych wpadłam w tę pułapkę. Pułapkę definiowania się przez cyfry. Najpierw poszło o wagę, potem o wiek, a kiedy zaczęłam prowadzić firmę, cyfry określiły wszystko.

W mojej książce „Rzuciłam pracę i co dalej” znajdziesz szczegółowe wyliczenia wynagrodzenia, które bazują właśnie na cyfrach. Dlaczego? Bo to jest świetny punkt wyjścia, kiedy dopiero zaczyna prowadzić firmę i nie wiesz o tym procesie nic.

Jak wycenić swoje usługi, jeśli nigdy do tej pory nie musiałaś tego robić. Za godzinę czy projektowo? I jak to policzyć. Kiedy o tym myślę, przed oczami stają mi memy ludzi na palcach próbujących rozkminić najtrudniejsze matematyczne wzory.

Dlatego na początku cyfry się przydają.

Ile wydajesz miesięcznie.

Ile chcesz odłożyć.

Jakie masz stałe wydatki i ile na nie potrzebujesz pieniędzy.

Jakie są wydatki nieprzewidziane.

Jak puchatą poduszkę finansową potrzebujesz zbudować.

Ile godzin miesięcznie / tygodniowo / dziennie możesz poświęcić na pracę.

Podziel potrzeby przez czas, otrzymasz stawkę godzinową.

Najprostsze możliwe wyliczenie Twojej usługi. Oparte na cyfrach.

ILE GODZIN POŚWIĘCAM NA PRACĘ NA SWOIM, CZYLI DLACZEGO CYFRY TO NIE WSZYSTKO

Prawda jest jednak taka, że gdy zapytasz przedsiębiorcę, ile godzin poświęca na pracę, zastosuje zupełnie inną i totalnie niecenzuralną jednostkę. „Fchuj” godzin. Serio, jeśli zadasz mi takie pytanie, prawdopodobnie otrzymasz dokładnie taką odpowiedź. Mimo iż siedzę przy biurku kilka godzin dziennie. Często zdecydowanie mniej niż etatowe osiem.

Ale praca na swoim to przecież nie tylko realnie przesiedziane na tyłku godziny przed komputerem. To myślenie po godzinach, to objawienia w nocy i pod prysznicem. Tak, tak, pod prysznicem. Kiedy mam do rozkminienia trudny temat albo potrzebuję sobie poukładać w głowie treści, idę pod prysznic. Dla mnie działa genialnie. Gorąco polecam. Lub znajdź dowolny inny sposób, który u Ciebie zadziała.

I dlatego często trudno jest powiedzieć, ile godzin pracuję. Czasem dwie, a czasem dwanaście. Czasem nie odpalam kompa w ogóle, jadę na jedno spotkanie i podpisuję umowę na duży projekt. W tym wypadku godziny w ogóle nie definiują sukcesu.

Ale zanim do tego doszłam, wydawało mi się, że cyfry odzwierciedlają wszystko. Wiesz dlaczego? Bo przeliczałam czas na pieniądze. Godzina mojej pracy kosztowała kwotę x. Musiałam przepracować y godzin, by po miesiącu zobaczyć na swoim koncie kwotę z.

I dopóki tak myślałam, nie byłam w stanie skalować zarobków w ogóle. Bo choćbyś miała wszystkie magiczne moce po swojej stronie, doby nie rozciągniesz.

SUKCES TO WREDNA BESTIA

Obiecałam Ci jednak na początku tego podcastu, że pochylę się nad trzema zagadnieniami: Ile czasu trzeba poświęcić, by odnieść sukces, kiedy budujesz firmę usługową online? Ile godzin dziennie powinnaś pracować? Ilu mieć klientów?

Spróbuję wziąć na klatę te karkołomne wyliczenia.

Zanim jednak zaczniemy w cyferki, chciałabym, byś uświadomiła sobie jedną rzecz. Każda z nas ma inną definicję sukcesu. Dla jednej osoby będzie to własna firma, która daje swobodę zarabiania na bazowe potrzeby z każdego miejsca na świecie. Dla kogoś innego puchate euraski na koncie i Bentley w garażu. Dom oczywiście na klifie tuż nad oceanem, żeby nie było. Jak marzyć to na bogato, jak kraść to miliony. Dla jeszcze kogoś innego splendor, uznanie i czerwone dywany.

Nie znam Twojej definicji. Sama odpowiedz sobie na pytanie, czym jest dla Ciebie sukces. Dla większości moich klientek to stabilny, spokojny biznes, który pozwala spełniać im marzenia i żyć bez strachu, że czegoś im zabraknie.

Dla mnie sukces to wolność i bezpieczeństwo. I mały kawałek czerwonego dywanu. Jako taki bonus.

ILE WIĘC GODZIN TRZEBA POŚWIĘCIĆ NA TO, BY TWOJA FIRMA ODNIOSŁA SUKCES?

To zależy…

Dobra, wiem, nie takiej odpowiedzi się spodziewałaś. Często słyszę te pytania: no dobrze, ile. Osiem? Dziesięć? Dwanaście godzin dziennie? Ile muszę pracować?

I nie ma na nie jednoznacznej odpowiedzi. Serio, nie.

Możesz pracować 2 godziny i mieć wszystko, o czym marzyłaś.

Możesz pracować 14 i nadal będziesz uważała, że to jeszcze nie ten moment. Że musisz więcej.

Gdybym miała odpowiedzieć na to pytanie tak totalnie uczciwie, bez malowania trawy na zielono, powiedziałabym, że na początku tak dużo, ile tylko możesz.

Bo początki są najtrudniejsze. Pracujesz nad strategią, pracujesz nad marką, pracujesz nad komunikacją, pracujesz z klientami. Pracujesz nad procesami. Pracujesz nad sobą i nad poukładaniem sobie pewnych rzeczy w głowie.

Uczysz się delegować. Uczysz się pracować mniej, by z czasem jechać na jedno spotkanie w ciągu dnia i zapewnić zespołowi wypasioną wypłatę na pół roku.

Wiem, że dorośli kochają cyfry. Ale jeśli chcesz działać po swojemu, warto przedefiniować podstawowe kwestie. 

Czy myślenie o projektach podczas wędrówki w góry z dziećmi to praca?

Czy rozmowy z partnerem przy winie o klientach to praca?

Czy układanie procesów podczas treningu to praca?

Jeśli tak, nigdy z niej nie wyjdziesz. 

Jeśli jednak zmienisz sposób myślenia, potraktujesz pracę jako element życia, nauczysz się przedsiębiorczości i zaczniesz o sobie myśleć jako o szefowej biznesu, a nie pracowniku we własnej firmie, okaże się, że praca to coś znacznie więcej niż tylko godziny, w których zarabiasz na chleb.

Nie musi stać się Twoją obsesją, ale jest częścią życia i może być naprawdę fantastyczną przygodą. I tego Ci życzę.

Do następnego razu.