Mówi się, że jeśli kochasz, to, co robisz, nie przepracujesz ani jednego dnia. Pod warunkiem że nie postanowisz z tego, co kochasz, stworzyć swojej firmy.

Wiem, wiem, to bardzo duże uproszczenie. Ale umówmy się, każdy z nas ma swoje supermoce. I nie mam tu na myśli osławionych talentów Gallupa, choć one też bardzo pomagają odkryć, w czym jest się  dobrym, ale takie zwyczajne poczucie, że jedne rzeczy sprawiają Ci więcej radości i przyjemności, a drugie to prawdziwa orka na ugorze.

Tyle tylko, że kiedy prowadzisz własną firmę, przynajmniej na początku nie zajmujesz się wyłącznie tym, co sprawia Ci radość i przyjemność.

Załóżmy, że lubisz pisać teksty. Postanawiasz więc zostać copywriterem. Ale dookoła pojawia się mnóstwo innych rzeczy, które trzeba ogarnąć. Płatności, faktury, marketing, sprzedaż, obsługa klienta i wiele, wiele innych. Nie sposób wymienić je tu wszystkie.

Szczególnie jeśli pracujesz w usługach, prowadzenie firmy może od Ciebie wymagać uruchomienia nieco innych talentów niż tylko te, które lubisz.

Jestem przekonana, że niejeden raz spotkałaś / spotkałeś się z tą koniecznością wyjścia poza strefę swojego geniuszu i/lub komfortu

Jakiś czas temu miałam takie zadanie. Zgodziłam się je zrobić, choć jak dziś o tym myślę, to w sumie nie wiem dlaczego. Chyba dlatego, że klient miał nóż na gardle, a ja w zespole akurat nikogo, komu mogłabym oddelegować klikanie. Tak naprawdę powinnam odmówić już na wstępie. Chodziło o bazy danych, czyli rzeczy, których chronicznie wręcz nie znoszę. Zajęcie proste, niewymagające większego zaangażowania myślowego, ot, zwykły task do zrobienia przy akompaniamencie serialu. Idealne na odmóżdżenie.

Tymczasem już po pierwszych piętnastu minutach poczułam narastającą irytację. Po pół godziny nie mogłam już patrzeć na Excela. Poziom irytacji sięgał zenitu. Po czterdziestu pięciu minutach poddałam się i rzuciłam to w kąt (dobrze, że komputer nie wyleciał przez okno). Do tego z tyłu głowy wciąż miałam, że jednak muszę to zadanie dokończyć.

Największy błąd przedsiębiorców

Mój największy błąd polegał na tym (poza zgodzeniem się oczywiście na zrobienie zadania), że zabrałam się za nie w godzinach mojej największej kreatywności, kiedy mózg wręcz potrzebuje pożywki i czegoś do myślenia, a nie nudnego klikania.

A dodatkowo miałam świadomość, że mam w zespole osoby, które lubią takie czynności, ale akurat nie miały przestrzeni i nie mogłam im tego zdelegować. Serio, to zirytowało mnie podwójnie.

Nie wiem, czy widziałaś kiedyś bajkę „W głowie się nie mieści”. Całą sobą w tym momencie przypominałam uroczą postać – Gniew.

Jak zatem przestać robić zadania, które Cię wkurzają?

To będzie bardzo krótki poradnik na to, jak lepiej wykorzystać swój potencjał i nie doprowadzić się do białej gorączki. Sama go sobie wydrukuję.

#1 Po pierwsze poznaj siebie!

Swoje talenty, mocne strony, możliwości, rzeczy, które robisz z przyjemnością, i te, które Cię irytują.

Intuicyjnie to pewnie wiesz, ale czasem zgadzamy się robić rzeczy, bo klient bardzo prosi. Albo bardzo potrzebujemy kasy. Albo z braku innych zleceń. Albo z tysiąca różnych powodów.

Wiem o tym doskonale.

Jednak jeśli robisz rzeczy w zgodzie z sobą, dbasz o swój dobrostan mentalny.

I nie wyrzucasz sobie, żeś pipka, bo znów się na coś zgodziłaś, chociaż obiecywałaś sobie 1000x, że nigdy więcej 😉

#2 Po drugie – ćwicz asertywność

I to jest kluczowe, kiedy klient prosi, kolega błaga, a szef grozi, a rodzina strzela focha.

Tak, tacy grożący też się zdarzają. Im trzeba jak najszybciej powiedzieć „stop!”.

Trening asertywności nie należy do najłatwiejszych, ale jest zdecydowanie jedną z najbardziej przydatnych umiejętności w biznesie.

Bo przecież nie chodzi wcale o to, że Ty teraz będziesz chamsko odpowiadać wszystkim „nie i ch…”.

Nie, asertywność to przede wszystkim zadbanie o siebie, swoje granice, swoje samopoczucie.

I podpowiem Ci jeszcze jedną rzecz – wraz ze wzrostem tego skillu rośnie też pewność siebie i poczucie dobrze zrobionej roboty.

W końcu w tej firmie Ty jesteś swoim największym zasobem.

#3 Po trzecie – znajdź sensowne rozwiązanie

Nie chcesz robić pewnych rzeczy? Masz do tego pełne prawo!

Ale są sytuacje, kiedy nie chcesz też zostawić klienta na lodzie, czy zwyczajnie kogoś zawieść.

Najprostsze, co możesz zrobić w takiej sytuacji to… oddelegować zadanie. Nawet mówiąc klientowi, że będzie zrobione nieco później.

Win-win-win.

Ty będziesz zadowolona, bo spadnie Ci z głowy trudny task.

Klient, bo dowieziesz i będzie miał zrobione.

Twój podwykonawca/podwykonawczyni – bo będzie miała zlecenie.

Te trzy proste kroki to wstęp do tego, by nie doprowadzić siebie samego do wypalenia.

Dodasz coś jeszcze do tej listy?

Karolina