Odkąd mój starszy syn poszedł do liceum, nieustająco toczy walkę z językiem polskim. To, że gada w szyku Yody, to pikuś. Wszyscy się przyzwyczailiśmy. No może poza polonistką, która wojuje z nim czerwonym długopisem.
Pal licho, jak chodzi o lektury, pracę na lekcji, czy zadania domowe. Prawdziwa wojna zaczyna się, gdy przychodzi do pisania prac. Ja nie wiem, jemu chyba „Lejdis” i kultowa scena „Pie-przyć przecinki!” wjechała za bardzo. No nic tam się kupy nie trzyma. I na nic zdają się tłumaczenia, że słowa mają znaczenie, że język polski jeszcze mu się przyda, że matura za pasem i że musi uważać na to, co pisze.
No serio musi. Bo źle sformułowane zdania, słowa wypowiedziane w nieodpowiednim momencie, mogą ustawić Cię z życiu na lata. A w oczach innych zdobyć tę czy inną łatkę. Starczy, że ktoś rzuci jakimś kasztanem i będzie się to za nim ciągnęło długimi latami, a niesmak pozostanie. I ciężko będzie zatrzeć złe wrażenie.
Jak Cię widzą i słyszą, tak na Ciebie reagują
Pamiętam jak po pierwszych kilku miesiącach mojej działalności, pojechałam z klientem na wyjazd integracyjny. Mindset miałam wtedy jak złota rybka rozum. Czułam się jak Kopciuszek na balu u księcia. Tylko nie w jednym pantofelku i w pięknej balowej sukni, ale wygarnięty spod pieca, umorusany smołą i niemyty od trzech dni.
Podczas integracyjnego weekendu przewidziane były zajęcia grupowe. Rozmowy o życiu, nauka networkingu, elavator pitch i te sprawy. Jednym z elementów „poznawania siebie” było właśnie słynne ćwiczenie w windzie, czyli „masz 2 minuty, by przedstawić się uczestnikom tak, by Cię a) zapamiętali, b) wiedzieli, czym się zajmujesz”.
Kiedy przyszła moja kolej, w głowie miałam totalną pustkę. Nie lubiłam wystąpień publicznych, stanie przed nawet małą grupą ludzi, których trochę znałam i obnażenie się, sprawiało, że głos mi się trząsł i pociły ręce. Wyszłam jednak na środek sali i tym drżącym głosem powiedziałam:
Mam na imię Karolina i jestem wirtualną asystentką. Jestem tutaj dla Was i bardzo dziękuję organizatorce za to, że okazała mi tyle zaufania i serca. Wiecie, ja jestem jak ten brudny, zbity pies, którego przygarniacie do domu, i dajecie mu michę żarcia. Do końca życia będzie Wam wdzięczny, wierny i lojalny. Dziękuję, że przygarnęliście taką szarą myszkę jak ja.
KABUM!
Kompleks na kompleksie i kompleksem pogania.
W tym momencie ustawiłam się w oczach tych ludzi (było nie było dość wpływowych i znanych w swoich kręgach) na zawsze. Od tego momentu tak właśnie mnie traktowali. Nie jak równą sobie, a jak kogoś, kto powinien być im wdzięczny, że dają mu pracę.
Nikt, komu dziś opowiadam tę historię, w nią nie wierzy…
Ale jeśli Ty nie pokażesz ludziom swojej siły, będą na Ciebie patrzeć przez swoje filtry
Dlatego każdej osobie, z którą pracuję, mówię dziś, jak bardzo ważna jest praca nad mindsetem, pewnością siebie, uważność na słowa, których używa. Bo to one kształtują nasze myśli, a te z kolei mają gigantyczny wpływ na nasze nastawienie do życia, pracy, ludzi.
Starczy na przykład, że ze swojego słownika na stałe wyeliminujesz słowa „Udało mi się” i zastąpisz je „Zrobiłam to!”, a po krótkim czasie poczujesz ogromną moc sprawczą. Serio, Twój mózg zrozumie, że to nie dzieło przypadku i że masz wpływ. A to jest rzecz bezcenna.
Pewność siebie to jest złoto
To jak się zachowujesz, może mieć nie tylko gigantyczny wpływ na to, jak postrzegają Cię inni, jakie dostajesz zlecenia, jakich klientów przyciągasz, jaki budujesz biznes, ale też jak Ty w tym całym kołowrotku widzisz siebie.
Czy masz poczucie, że choćby skały srały, poradzisz sobie w życiu? Czy bierzesz się z napotkanymi trudnościami za bary? Czy biernie czekasz, co oferują Ci inni i jaki ochłap spadnie z pańskiego stołu.
Wielokrotnie powtarzam, że jeśli masz zacząć pracę nad sobą już dziś, nawet nie mając pojęcia, dokąd ostatecznie zmierzasz – zacznij od mindsetu. Firma zaczyna się w głowie. Biznes zaczyna się w głowie. Świetne pomysły zaczynają się w głowie. Twoja pewność siebie zaczyna się w głowie.
I Twoja siła też.
Karolina