I żeby zbudować je na własnych zasadach potrzeba zazwyczaj 3 rzeczy:

  • zasad / wartości
  • konsekwencji
  • asertywności

… czyli krótko mówiąc: warto zadbać o swój mindset i wszystkie wspierające nas myśli, by działać na co dzień z pewnością siebie, z rozmachem pokonywać przeciwności losu, rozpychać się łokciami (albo szerokim uśmiechem) i każdego dnia projektować takie życie, jakie tylko sobie zamarzysz.

Dziś zatem kilka słów o tym, jak to wygląda w praktyce.

Nie, nie malujemy trawy na zielono

Wielokrotnie czytelniczki mojego newslettera, który wysyłam raz w tygodniu do kobiet, które chcą działać z odwagą i mieć wpływ, czytały w nim, że warto prowadzić firmę i budować karierę na własnych zasadach, jeśli się nie chce…

…i tutaj zazwyczaj następowała cała litania rzeczy, których można nie chcieć w swoim życiu. Jestem przekonana, że też masz taką listę rzeczy, na które się nie zgadzasz. Możesz więc sobie tu wpisać dowolną z nich.

I tu być Cię może zaskoczę. A może nie.

Nie. Nie zawsze tak jest.

To znaczy w teorii tak. Bo większość z nas ma bardzo jasne i precyzyjne wyobrażenia o tym, jak firma ma funkcjonować i jaką ścieżkę kariery chcą obrać.

Zazwyczaj wiemy, ilu chcemy mieć klientów, jakich, w jakiej firmie chcemy pracować i co chcemy w niej robić. Ile chcemy zarabiać itd. Wprawdzie mając mało doświadczenia, rzadko wyobrażamy sobie, czego robić nie chcemy, ale to z czasem weryfikuje życie.

Zderzenie z rzeczywistością

Pozwól zatem, że napiszę Ci kilka słów o tej weryfikacji.

Przypomnij sobie, jak zakładałaś firmę albo starałaś się o pracę. A może właśnie teraz to robisz. Jakie miałaś marzenia? Spokój, radość, ekscytacja, fajna praca w we własnym domu (lub nie), dochodowe zlecenia, klienci, z którymi spokojnie szło się dogadać, superprojekty, imprezy integracyjne, fajna kasa.

Mam rację?

Ja na przykład doskonale wiedziałam, jak ma wyglądać moja początkowa oferta, ale totalnie nie przemyślałam kwestii klientów. W zasadzie było mi obojętne, jacy będą. Byle byli i bylebym mogła zarobić tyle, żeby firma działała i rosła.

Nie myślałam więc o awatarach, klientach idealnych, ci premium to mi w ogóle do głowy nie przyszli. Po prostu. Chciałam mieć zlecenia. Jakiekolwiek. I takich klientów dostałam. Niemalże na zamówienie. Część zupełnie przypadkowych, którzy odeszli szybciej niż podpisywali umowę.

Nie jestem w tym odosobniona, bo wiele osób, które startują ze swoją firmą, łapie zlecenia, jak leci.

Albo szukając pracy, zahacza się gdzie bądź. Żeby się utrzymać. Żeby nabrać doświadczenia. Tylko potem, jak już są w tym kołowrotku, ciężko jest zweryfikować kurs, w którym statek, za którego sterem stoją, płynie.

I pojawiają się momenty, gdy chce się rzucić wszystko w kąt.

A na pytanie:

odpowiadasz:

„O rany, i to jaką!”

Wiesz, kiedy tak się dzieje? Gdy granice zostają przekroczone. Gdy czujesz, że pozwalasz klientowi na więcej, niż się sam(-a) ze sobą umawiasz.

Dlaczego nie potrafimy bronić swoich granic, jakby końca świata miało nie być

Nie wiem, jak Ty, ale ja zostałam wychowana na grzeczną dziewczynkę i po dziś dzień to wychowanie czasem mi się czkawką odbija.

Z tego też powodu ciężko jest mi czasem powiedzieć klientowi wprost, że się myli.

Albo że czegoś nie zrobię.

Że nie na to się umawialiśmy.

Dla mnie klient jest partnerem w biznesie.

Ja dostarczam usługę, najlepiej jak potrafię, on za nią płaci i otrzymuje najwyższą jakość. Win-win.

Wspólnie ustalamy kierunki.

Wspólnie ustalamy granice.

Jesteśmy nastawieni na dialog i słuchamy drugiej strony.

Gramy do jednej bramki.

Razem.

Czasem jednak pojawiają się osoby, które próbują naruszyć Twoje granice.

Cichaczem. Szturmem. Z bronią w ręku. Nie biorąc jeńców.

Jak im na to nie pozwolić?

Nie napiszę tu nic odkrywczego. Pracować nad sobą.

Po pierwsze, musisz ustalić sama ze sobą, jakie są Twoje nieprzekraczalne granice. Najlepiej jest je spisać i potem ewentualnie skorygować. Czego Ty, Katarzyno / Małgorzato / Agato / Agnieszko [wstaw swoje imię], nie chcesz w swoim biznesie.

Potem powieś sobie te zasady nad biurkiem, jeśli masz trudności w ich dotrzymywaniu. I przypominaj przed każdą rozmową z klientem. Przed każdym zespołowym spotkaniem. Czy rozmową „dyscyplinującą” z szefem. W końcu wejdą Ci w nawyk i nawet nie pomyślisz, że mogłoby być inaczej.

Po drugie, poinformuj o tych zasadach. Porozmawiaj z klientem, z szefem i z zespołem. Jeśli nie chcesz tego robić ustnie, napisz maila.

Po trzecie, nie naginaj zasad. Oczywiście jeśli zrobisz to raz i w wyjątkowej sytuacji, każdy to doceni, jeśli jednak nagminnie będziesz łamać ustalone przez siebie reguły, będziesz jedyną osobą, która w piątek po południu będzie klepać raporty albo jechać na spotkanie wieczorem do klienta, bo tylko wtedy znajdzie dla Ciebie czas… sama będziesz się z tym źle czuła.

Weź życie w swoje ręce, zanim ktoś zrobi to za Ciebie!

Wiem, jak trudno pracuje się nad mindsetem. I że to wcale nie jest praca na chwilę, ale raczej na lata.

Przekonania, które siedzą nam w głowie…

Negatywne myśli, które wracają natarczywie w słabszych momentach…

Porównywanie się z innymi…

Brak pewności siebie…

To wszystko może sprawić, że wcale nie będziesz działała tak, jak sobie to wymarzyłaś – z odwagą, pewnością siebie, asertywnie.

Dlatego jeśli potrzebujesz wsparcia, napisz do mnie.

I dołącz do newslettera dla kobiet, które chcą mieć wpływ!


Pozostań ze mną w stałym kontakcie i miej wpływ na swoje życie zawodowe

W moim newsletterze Woman Empowerment dzielę się przemyśleniami na temat prowadzenia biznesu, zarządania i leadershipu. Jeszcze większa ilością wartościowej wiedzy, inspiracji, biznesowego backstage’u. Opowiadam o kulisach i trudnych decyzjach managerów. Mówię do liderek i o liderkach. Wspieram kobiety, które chcą mieć wpływ.

Jesteś jedną z nich?

Jeśli chcesz otrzymywać ode mnie newsletter bezpośrednio na maila, ZAPISZ SIĘ TUTAJ:

Jeśli jesteś gotowa pójść o krok dalej, SPRAWDŹ JAK MOGĘ CI POMÓC: