W dzisiejszym odcinku przemycę Ci nieco więcej prywaty niż zazwyczaj. Opowiem o marzeniach, o tym, czym jest strefa komfortu, mojej przygodzie z boksem i budowaniu biznesowej pewności siebie. „Co boks ma wspólnego z biznesem?”, zapytasz. Ano poza tym, że sam w sobie jest baaaardzo dochodowym sportem, to uczy tego, co powinien mieć każdy przedsiębiorca: pokory, refleksu, siły i pewności siebie. Pokazuje też świetnie, jak trudno jest wyjść ze strefy komfortu. Wiem, nie każdego kręci wizja rozbitego nosa i szytego łuku brwiowego, ale mimo to… A zresztą, sama posłuchaj!

Jeśli jesteś uważną słuchaczką moich podcastów, a jeszcze lepiej jeśli do tego czytasz moje newslettery (jeśli nie czytasz, zawsze możesz to nadrobić, zapisując się na stronie >> Newsletter), wiesz doskonale, że pojawia się w nich mnóstwo analogii do sportu. W moich mediach często podrzucam jako inspirację sylwetki sportowców, którzy przeszli tę trudną drogę na swój sportowy szczyt. Pokazuję, gdzie jest strefa komfortu, cytuję ich słowa, daję jako przykład. Nie dlatego, że jestem jakąś zagorzałą fanką, choć nie ukrywam, są dziedziny sportu, które uwielbiam. Ale dlatego, że sport ma naprawdę wiele wspólnych cech z biznesem. W obu przypadkach, by osiągnąć sukces potrzeba między innymi konsekwencji, dyscypliny, często przekraczania własnych granic. Milion razy musisz wychodzić ze strefy komfortu, by potem wrócić do punktu wyjścia. Jeśli chcesz, daj mi znać, opowiem o tym kiedyś więcej. Dziś jednak skupię się na dziedzinie, która jest mi stosunkowo bliska – o treningach bokserskich.

Jeśli wolisz słuchać niż czytać:

STREFA KOMFORTU –PIERWSZE WYJŚCIE, CZYLI JAK TO SIĘ ZACZĘŁO

Moja przygoda z boksem zaczęła się niemal w tym samym czasie, co moja przygoda z prowadzeniem własnej działalności – 7 lat temu. Właśnie sobie to uświadomiłam. To pewnie totalny przypadek, bo szczerze mówiąc, nie wiem, co mnie podkusiło, by w ogóle pójść na pierwsze zajęcia. Może to, że wszelkie aerobiki i zumby są totalnie nie dla mnie. Gubię rytm, mylę kroki, choreografia… jaka choreografia. Kiedy wszyscy wędrują w prawo, ja idę w lewo, a gdy podskakują, mnie plączą się nogi. Z kolei treningi siłowe na maszynach są tak bardzo nudne! Przechodzenie z jednego sprzętu na drugi, miliony powtórzeń, spocone ludzie dookoła. OK, może to i buduje dyscyplinę, ale kto powiedział, że nie mogę jej budować na swój sposób.

Poza tym lubię jak coś się dzieje. Lubię adrenalinę, lubię sama siebie popychać do rzeczy, które robię niechętnie. I teraz wyobraź to sobie…. Wchodzisz do sali, w której są sami faceci, jeden większy od drugiego, w młodzieży – bo jednak umówmy się, większość to dwudziesto- maks trzydziestolatkowie, przynajmniej tak było, kiedy zaczynałam – buzuje testosteron i w tym wszystkim ja… „Dzień dobry, ja na trening”. I te wszystkie oczy zwrócone na ciebie… całkiem jak na sali szkoleniowej. 

Tak, pierwszy trening nie był dla mnie łatwy.

Moja strefa komfortu nie miała się dobrze. Niby coś tam pisali na stronie klubu, że zapraszają też kobiety, ale wiesz, jak to jest. Jak w planie zajęć pojawia się nowość i są to sztuki walki, to umówmy się 90% uczestników to jednak napakowane mięśniami młodziaki. Sympatyczne, miłe, pomocne (dobrze, że nie mówili do mnie: „mamo”), ale jednak. Szłam tam z duszą na ramieniu. Ale też z silnym poczuciem, że być może w końcu znalazłam dyscyplinę, której nie porzucę po trzech miesiącach. 

Zostałam na długie lata. Po 2 miesiącach dołączyła jeszcze jedna dziewczyna i tak sparujemy ze sobą od lat. Młodziaki powyrastały, trenerzy przychodzili i odchodzili, uczestnicy zmieniają się czasem jak rękawiczki. Wchodzą na jeden trening i już wiem, że nigdy więcej ich nie zobaczę. Ale są i tacy, którzy łapią bakcyla i regularnie 2x w tygodniu wiążą taśmy i zakładają rękawice.

Tak, ze sportem jest zupełnie jak z firmą. Jak trafisz na swoją dyscyplinę, masz ochotę ją zgłębiać, zostać na dłużej, jesteś głodna sukcesów. Jeśli to nie jest Twoja bajka (tak jak u mnie Zumba), będziesz zmieniać firmy jak rękawiczki. Aż trafisz na tę, która zatrzyma Cię na dłużej. Albo założysz własną.

DLACZEGO W OGÓLE BOKS

„Boks, a fe! To takie mało kobiece” – usłyszałam wkrótce potem, jak podczas obiadu pochwaliłam się rodzinie moją nową pasją. Mąż wspierał, bo on zawsze wspiera moje szalone pomysły. Im bardziej jest zakręcony i niepopularny, tym większe wsparcie. Rodzice z kolei popatrzyli z niedowierzaniem i z politowaniem.

„Rozbiją ci nos!”

„Nie możesz w szachy grać. To bezpieczny sport.”

„Po mordzie to możesz dostać za darmo na ulicy. Nie trzeba za to płacić.”

To tylko część komentarzy, z jakimi się spotkałam. I szczerze, upewniły mnie, że chcę to robić. Na przekór wszystkiemu. Nie na darmo mam w swoim DNA buntowniczkę w końcu.

Z podobną reakcją najbliższych spotkałam się zresztą, kiedy po ponad 10 latach etatowej pracy postanowiłam założyć firmę.

Dla mojej w 100% etatowej rodziny nie było nic bardziej pewnego niż praca u kogoś. Najlepiej u Niemca. To żart oczywiście. Państwowa posada jest znacznie lepsza. Na swoim to tylko niepewność, wieczne problemy, walka z klientami, a jak chcesz się naprawdę dorobić, to pierwszy milion musisz ukraść.

No czy ja nie mówiłam, że sport ma wiele wspólnego z biznesem? Jak wybierzesz taki niezgodny z jedyną słuszną wizją społeczeństwa (czyli najlepiej bieganie, jogę, pilates, ewentualnie squash), od razu pojawią się głosy krytyki. 

I to nie jest łatwe. Wiesz pewnie doskonale. Robienie rzeczy niepopularnych zawsze budzi skrajne emocje. Ale tym bardziej buduje Twoją siłę i pewność siebie. Przynajmniej tak było u mnie. Zaczęłam trenować boks, by zbudować siłę, refleks, wyrzucić z siebie negatywne emocje, rozładować złość. Zostałam przy nim, bo daje mi pewność siebie, pozwala totalnie odciąć się od codziennych problemów (i to nie dlatego, że mnie ktoś znokautuje), uczy niestandardowego myślenia, a przede wszystkim pokory i szacunku do przeciwnika. Każdego dnia pokazuje też, jak ważne jest wychodzenie ze strefy komfortu. Każdego dnia testuje moje możliwości. I pokazuje, że jeśli tylko będę chciała, mogę więcej. Czyli tak naprawdę daje mi wszystko, czego potrzebuję też w biznesie.

A poza tym jest zawsze dobrym punktem wyjścia do rozmowy (również tej biznesowej) i totalnym wyróżnikiem. Ludzie Cię zapamiętują, jeśli robisz mało popularne rzeczy – dodatkowy punkcik do budowania marki osobistej. Nie zliczę, ile razy (szczególnie panowie) patrzyli na mnie z niedowierzaniem i dopytywali: „Ale jak to boks? To bijesz ludzi?” Tylko jak zasłużą 😛

NO DOBRA, TO O CO CHODZI Z TĄ STREFĄ KOMFORTU?

Kiedy już poszłam na pierwsze zajęcia, kupiłam pierwsze rękawice, po raz pierwszy stanęłam naprzeciwko drugiej osoby w delikatnym (z założenia sparingu), poczułam, że chcę więcej. Dokładnie tak samo mam w biznesie. Jak tylko mogę, sięgam po więcej i nie ma dla mnie słowa „wystarczy”, jeśli chodzi o możliwości rozwoju. Tak samo nie było go tutaj.

Pamiętam jak mniej więcej po 2 latach regularnego chodzenia na treningi, bo – umówmy się – nie były to nie wiadomo jak szalone zajęcia w klubie bokserskim, a raczej mozolna i powtarzana do bólu technika, wyrabianie pamięci mięśni, siły i refleksu, powiedziałam do męża: „Szkoda, że jestem już taka stara. Nie będę miała nigdy szans, by stanąć na profesjonalnym ringu”.  W boksie bowiem jestem już w kategorii senior starszy, jak nie emeryt. 

I wiesz, fajnie jest marzyć o rzeczach, które nie mają szans się zadziać. Strefa komfortu ma się wtedy świetnie. Niby byś chciała, ale ponieważ wiesz, że to niemożliwe, marzenia są bezpieczne. Tyle tylko, że jak o czymś bardzo marzysz, to to się lubi spełniać. I to nie zawsze tak, jakbyś tego chciała. 

Kilka lat po tym, jak wypowiedziałam te słowa, mój trener wpadł na salę pewnego pięknego poniedziałku i powiedział: „Ruszają zapisy na Galę Białych Kołnierzyków. Kto chce wziąć udział?” Nie było lasu rąk, a jego spojrzenie w tym momencie padło na mnie. I poczułam się dokładnie tak jak w szkole tuż przed wywołaniem do tablicy… zrobiło mi się gorąco. A potem pomyślałam sobie: „W sumie, dlaczego nie. Mam 8 tygodni, by się przygotować.” Osiem tygodni… zaskakująco mało czasu, jak się okazało.

GALA BOKSU – TRENING NIE TYLKO SPORTOWEGO CHARAKTERU

Ale skoro się powiedziało A, trzeba też powiedzieć całą resztę alfabetu. Zapisałam się, założyłam skarbonkę na „Się pomaga”. I rozpoczęłam treningi. Gala Białych Kołnierzyków jest wydarzeniem charytatywnym, podczas którego uczestnicy i goście zbierają fundusze na określony cel. Co do zasady, walczący są amatorami, ale jak się szybko okazało, większość z nas trenowała w różnych klubach różne sztuki walki.

Mnie trafiła się przeciwniczka, która na co dzień trenowała kick-boxing. I zupełnie szczerze mówiąc, nie byłam przygotowana wcale na to, co mnie czekało na ringu. Niby wiedziałam, jak to wygląda, oglądałam wcześniej przecież niejeden raz walki bokserskie, ale tych emocji nie da się przyswoić przez ekran telewizora, czy nawet na żywo.

I tutaj znów mogę to doświadczenie spokojnie porównać do biznesu. Kiedy startujesz z firmą, czytasz, przechodzisz szkolenia, rozmawiasz z ekspertami, innymi przedsiębiorcami, ale to nigdy nie da Ci takiego wglądu w to, czym jest prowadzenie firmy, jak własne doświadczenia. Serio. Trzeba to przeżyć, by wiedzieć. W teorii możesz być świetna, ale dopiero praktyka pokazuje, na co Cię naprawdę stać. Mike Tyson, bokser zawodowy, powiedział kiedyś: „Na ringu każdy ma jakiś plan. Dopóki nie dostanie pięścią w mordę”. W biznesie jest identycznie. Możesz mieć najlepszą strategię, ale dopiero zderzenie jej z codziennością pokazuje, jak silny jest Twój mindset i jak dobrze radzisz sobie w trudnych sytuacjach.

Boks i biznes kształtują charakter, bez dwóch zdań. 

Tamtą walkę przegrałam, chociaż przegraną się nie czuję. Wychodząc na ring, pokonałam wiele własnych strachów, przekonań, słabości. Wiele razy w ciągu tych 8 tygodni przygotowań chciałam się wycofać. I jestem dumna, że tego nie zrobiłam. Co więcej, powoli, powoli zaczyna mi kiełkować w głowie myśl, by zrobić to ponownie. W końcu jeszcze nie odniosłam tego zwycięstwa 😉

CHCESZ BYĆ LEPSZA, UCZ SIĘ OD NAJLEPSZYCH

I mówię Ci o tym wszystkim dziś wcale nie od czapki. Ktoś mógłby zapytać, co ma w ogóle wspólnego opowiadanie o sporcie, który trenujesz, z firmą. I dlaczego w podcaście czysto biznesowym nagle taki temat. 

Powodów jest całe mnóstwo.

Po pierwsze, to mój podcast i mogę w nim mówić, o czym chcę. Korzystam więc z tego prawa.

Po drugie, naprawdę uważam, że istnieje całe mnóstwo analogii między sportowcami, którzy odnoszą sukcesy, a przedsiębiorcami. Jedna i druga grupa może się też sporo od siebie nauczyć. Jednym z pierwszych ćwiczeń, które mieliśmy do wykonania na Akademii Trenerów Mentalnych Biznes, było znalezienie różnic i podobieństw pomiędzy sportem a biznesem. Dlaczego? Bo w obu mindset ma przeogromne znaczenie. Firma zaczyna się w głowie. Zwycięstwo również. Oraz Twoje nastawienie do sukcesu.

Po trzecie, jednym z elementów biznesowego życia jest ciągły rozwój.

I tak jak gorąco namawiam Cię niemal w każdym podcaście do inwestowania w siebie, tak i dziś przypomnę – chcesz być lepsza, ucz się od najlepszych. Sportu to zresztą też dotyczy. A jak przy tym możesz poszerzyć swój światopogląd, złapać inną perspektywę, inny punkt widzenia, zainspirować się, wygrywasz.

W ostatnią niedzielę miałam trening, na który czekałam kilka miesięcy – indywidualną lekcję z zawodową mistrzynią Europy w boksie, Aleksandrą Sidorenko. I mimo iż trenuję ten sport nie od wczoraj, mimo doświadczeń z Gali, czułam tę adrenalinę, ten delikatny dyskomfort i głos w głowie, który mówił „Coś ty sobie znów wymyśliła”. Ale jak się uczyć, to od najlepszych. W sporcie i w biznesie. Nawet jeśli na godzinny trening musisz jechać ponad 300 kilometrów. Nawet jak na spotkanie z trenerką umawiasz się w weekend czy o 7 rano. Jeśli tylko da Ci to okazję do rozwoju, warto.

PODSUMOWANIE

Wiem, że to może nie był typowy odcinek, do jakiego jesteś przyzwyczajona. Chciałabym jednak bardzo mocno zainspirować Cię do wychodzenia ze strefy komfortu. Do szukania nowych możliwości rozwoju. Do niestania w miejscu. Dlaczego? Bo życie ma wiele kolorów i nie ma sensu trzymać się tylko jednej palety barw. My, kobiety, potrafimy naprawdę wiele. I warto z tych talentów korzystać. I dać się zainspirować innym silnym kobietom, które Cię motywują do zmiany.

Ciekawa jestem bardzo, jak odbierzesz ten odcinek. I czy chciałabyś więcej takich.

Możesz mi dać znać, pisząc na maila kontakt(@)prettywelldone.pl

Do usłyszenia za tydzień.